Dusking: holenderski wieczorny rytuał, który pomaga zwolnić tempo

Para kobiet ogląda zachodzące słońce ze swojego pokoju w mieszkalnym bloku.

Źródło zdjęcia, Getty Images

    • Autor, Emily-Ann Elliott
    • Stanowisko, Współpracownik BBC Travel
  • Czas czytania: 6 min

Ożywiony przez holenderską pisarkę prosty rytuał „duskingu", polegający na spokojnym obserwowaniu przejścia dnia w noc, rozprzestrzenia się poza granicami Niderlandów jako sposób na ponowne połączenie się z naturą.

Siedząc otulona grubym kocem w pełnej roślin oranżerii, patrzę przez jej duże przeszklone okna na 900‑letnie kamienne mury zamku Helmsley w hrabstwie North Yorkshire. Jestem w pomieszczeniu pełnym ludzi, a jednak w powietrzu unosi się łagodny bezruch. Na zewnątrz zachodzi słońce. W środku robimy… absolutnie nic.

A przynajmniej tak to wygląda. W rzeczywistości — jak przypomina nam cichy głos w tle — doświadczamy holenderskiego rytuału duskingu.

„Dostrzeżenie zmierzchu wymaga wytrwałej uwagi. Jest jak płochliwe, rzadkie zwierzę. Trzeba dać sobie czas. Pozostać skupionym," instruuje prowadząca. „Dzień ociąga się jak pijany gość, który nie chce opuścić przyjęcia. Ale powoli, powoli odchodzi. Wystarczy spojrzeć w górę. Widzicie?"

Głos należy do pisarki i miłośniczki nocnego nieba Marjolijn van Heemstry, która stara się przywrócić tę prostą praktykę zatrzymania się, by obserwować, jak dzień przechodzi w noc. Pomysł przyszedł jej niespodziewanie podczas prowadzenia nocnego spaceru w jej rodzinnym Amsterdamie.

„Starsza pani powiedziała mi, że przypomina jej to dusking, który praktykowała na farmie, na której dorastała," wyjaśnia.

„W języku holenderskim mamy słowo określające zmierzch — de schemer — ale nigdy wcześniej nie słyszałam, by używano go jako czasownika. To skłoniło mnie do zadawania pytań. Odkryłam, że całkiem sporo osób ma wspomnienia o tym, jak robili to ich dziadkowie albo rodzice."

Obserwowanie zmiany nieba z dziennego na nocny stanowi istotę „zmierzchu”, starej holenderskiej tradycji cichego obserwowania zmierzchu

Źródło zdjęcia, Alamy via Getty

Podpis zdjęcia, Obserwowanie zmiany nieba z dziennego na nocny stanowi istotę „zmierzchu", starej holenderskiej tradycji cichego obserwowania zmierzchu

Van Heemstra zaczęła zgłębiać tę praktykę i odkryła, że 'dusking' był kiedyś całkiem powszechny w Holandii — pojawiał się nawet w prasowych wzmiankach w pierwszej połowie XX wieku.

Tradycyjnie praktykowały go rodziny rolnicze, by zaznaczyć koniec dnia pracy. Często gromadzono się w kuchni, by spojrzeć na zewnątrz i obserwować, jak dzień przechodzi w noc, zanim zapalano świecę i zasiadano do kolacji. Jednak wraz z narastającym tempem współczesnego życia już w latach 60. i 70. materiały prasowe odnotowywały zanik tego rytuału.

„Znalazłam nawet artykuł, w którym ktoś opisał, jak to robić, ponieważ [autor] obawiał się, że ludzie utracili tę praktykę," mówi.

„Pomyślałam więc, że dobrze byłoby spróbować ją przywrócić, bo jest bardzo dostępna. Niczego nie potrzeba — poza światem wokół nas, a może krzesłem. Po prostu siedzisz i patrzysz, jak zapada zmrok".

Choć dusking można praktykować wszędzie, Van Heemstra uważa, że najlepiej sprawdza się jako wspólne doświadczenie. Obecnie organizuje spotkania poświęcone duskingowi w całej Holandii, a niedawno przywiozła ten pomysł do brytyjskiego miasteczka Helmsley w ramach festiwalu Dark Skies w Parku Narodowym North York Moors.

Siedząc w oranżerii i obserwując, jak niebo przechodzi przez kolejne odcienie szarości niczym w palecie malarskiej, ogarnia mnie spokój. Zarysy murów zamku zaczynają rozmywać się w atramentowych smugach nieba.

W tle słychać nagraną przez Van Heemstrę ścieżkę dźwiękową łączącą muzykę i narrację, która przedstawia zmierzch jako kojącą codzienność w świecie pełnym światła i hałasu. Sugeruje ona, że zaakceptowanie ciemności — i pozwolenie sobie na bycie nieproduktywnym, może być drobnym aktem sprzeciwu wobec kultury obsesyjnie nastawionej na efektywność.

Do zapadnięcia zmroku potrzebne jest jedynie ciche miejsce do siedzenia i cierpliwość, by móc obserwować, jak światło gaśnie

Źródło zdjęcia, Emily-Ann Elliott

Podpis zdjęcia, Do podziwiania nadchodzącego zmroku potrzebne jest jedynie ciche miejsce do siedzenia i cierpliwość, by móc obserwować, jak powoli gaśnie światło

Bycie nieefektywną to coś, czego wciąż się uczę. Jako matka dwójki dzieci prowadząca własną działalność mam nieustanne poczucie, że z dnia da się jeszcze „wycisnąć" dodatkową kroplę pracy albo załatwiania codziennych spraw. A jednak powitanie zmierzchu jest ważnym rytuałem w wielu kulturach.

W Japonii pieśń yūyake upamiętnia zmierzch. Balijska tradycja matahari terbenam wyznacza moment kontemplacji zachodu słońca, natomiast w Szwecji pojęcie kvällsro oddaje spokojną ciszę wieczoru.

Stopniowo ogród pogrąża się w ciemności. Na niebie zawisa cienki sierp księżyca. Nikt w pomieszczeniu nie chce przerwać tej magii, gdy wychodzimy do historycznego ogrodu otoczonego murami zamku. Nabieram w płuca lodowatego powietrza, niechętnie zakłócając panujący bezruch.

Dla Van Heemstry ten rytuał polega na przywróceniu uwagi światu wokół nas. „W wielu miejscach mamy do czynienia z kryzysem uwagi," tłumaczy autorka.

„Ludzie mają ogromne problemy ze skupieniem się na czymkolwiek, bo tyle rzeczy dzieje się naraz. Ale ten kryzys jest znacznie poważniejszy dla świata, który nas otacza. Jeśli nie znasz drzewa — nawet jeśli rośnie przed twoim domem — bo nigdy nie poświęcasz czasu, by mu się przyjrzeć, nie przeszkadza ci jego wycinka. Chodzi więc o to, by dostrzegać rzeczy i próbować nawiązać z nimi relację, a potem być może się o nie troszczyć".

Jej zdaniem dusking może pomóc odbudować tę więź z naturą, a jednocześnie zmienić sposób, w jaki myślimy o nocy. Nic więc dziwnego, że brytyjska premiera rytuału odbyła się podczas festiwalu Dark Skies. Zainspirowani, wraz z rodziną udajemy się tam i spędzamy tydzień, odkrywając krajobraz, w którym dorastałam. Zazwyczaj kojarzy się on z nadmorskimi wakacjami z wiaderkiem i łopatką wzdłuż jego 26‑milowego wybrzeża.

Zamek Helmsley znajduje się na skraju Parku Narodowego North York Moors, międzynarodowego rezerwatu ciemnego nieba

Źródło zdjęcia, Alamy via Getty

Podpis zdjęcia, Zamek Helmsley znajduje się na skraju Parku Narodowego North York Moors, w "tzw. międzynarodowym rezerwacie ciemnego nieba"

Skanujemy nocne niebo w poszukiwaniu Jowisza, odkrywamy grzyby świecące w świetle ultrafioletowym i podczas nocnej wędrówki podążamy ścieżkami pogrążonymi w ciemności. Zamiast tęsknić za powrotem długich letnich dni, uczymy się akceptować noc.

„Dusking to niezwykle prosta sztuka — wystarczy spojrzeć na zewnątrz i obserwować, jak świat pogrąża się w ciemności," mówi Vicky Burton, specjalistka ds. marketingu parku. „Ale to bardzo dobrze wpływa na samopoczucie. Zmienia sposób, w jaki postrzegamy nadejście nocy".

Kilka dni później ponownie próbuję tego rytuału. Tym razem przenoszę krzesło przez cichy kemping w wiosce Danby i siadam samotnie, wpatrując się w poskręcane drzewo na odległym polu. Kemping znajduje się na terenie Międzynarodowego Rezerwatu Ciemnego Nieba, w pobliżu niedawno otwartej stacji Dark Skies w centrum parku narodowego Danby Lodge.

Moje myśli błądzą po minionym dniu, zanim znów skupiam wzrok na drzewie. Śledzę jego bezlistne gałęzie sięgające ku niebu; wydaje się niemożliwe, że za chwilę znikną w mroku. Nasłuchuję ostatniego ptasiego śpiewu tego dnia. W półmroku grucha gołąb grzywacz, a kos przelatuje nisko nad polem. Rozlega się jeszcze ostatni wybuch chaotycznego szczebiotu. A potem nagle — cisza.

Najpierw miękną zarysy odległych wzgórz. Pola ułożone jak patchworkowy koc i wyznaczające ich granice kamienne murki zaczynają się ze sobą zlewać. Mrugam i mam wrażenie, jakby w tej krótkiej chwili, gdy zamknęłam oczy, ktoś przygasił światło. Jednak moje drzewo wciąż pozostaje wyraźnym konturem na tle przydymionego nieba.

W końcu w oknach gospodarstwa po drugiej stronie doliny pojawiają się punkty światła. Rozpoczyna się cichy opór człowieka wobec ciemności. Patrzę, jak w narastającym półmroku drzewo zaczyna rozmywać się na krawędziach. Nagle zdaje się stapiać z krzewem za nim. Zmierzch początkowo zapadał stopniowo — a potem nagle wszystko wydarzyło się niemal w jednej chwili i omal go nie przegapiłam.

Powoli zapada ciemność, aż w końcu widać już tylko ziemię i niebo. Noc mnie otula, ale siedzenie tu samotnie nie budzi lęku. Być może dlatego, że widziałam, jak nadchodzi.

Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska